Archiwa tagu: krowia porodówka

P1050448

porodówka part two!

P1190192

Bosz… strasznie dawno tu nie zaglądałam, dzięki Alinie z http://kurianka.blogspot.com/ , za wywołanie mnie do tablicy! (i coś czuje, że będziemy miały wspólne tematy  :) ) 

Z najnowszych nowości – znowu mam porodówkę!!!! No, a jak porodówkę, to i CIĘŻARÓWKĘ! :) i to nie byle jaką, najważniejszą na świecie!!!!
Polut, nasz Polutek Poluciński nosi w brzuchu taką samą pchłę, jaką sama była 3 lata temu (jak ten czas zasuwa! )P1050448

a takie to małe było! :D (poszukam zdj. jak jeszcze mniejsza była)P1190660P1180474P1190229

P1190195kNo i tak… jakoś do tej pory nie mam szczęścia do niewiast, czuja mam niestety na chłopaka (choć wolałabym dziewuchę :P bo chłopię będę musiała gdzieś komuś wcisnąć, bo niestety, ale nie mam szans, na wykarmienie kolejnego darmozjada, a na kiełbachę go nie oddam, tak jak i chłopaków brodatych nie oddałam! chyba nie nadaję się na rolnika… choć tak szczerze, to na kolejną mordę krowią też nie mam warunków… się zobaczy )

Poza tym, że wet mnie nastraszył, że może skończyć się cersarką, to nie mogę się doczekać!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Czekam jak na święta! :P Na koziołki też w sumie czekałam i się doczekać nie mogłam, przy krowich porodach byłam już dziesiątki razy (i ZAWSZE, jeśli krowa sama nie rodzi, zanim chłopy nie zobaczą, jest to dla mnie traumatyczne przeżycie, po którym boli mnie wszystko co możliwe, dlatego mam nadzieję, że u Polki się obejdzie bez ciągania i że maluch wyskoczy z niej sam, siłami natury………)
Polut trafił do mnie niewiele większy od średniego psa ;) (no dobra, powiedzmy średnio dużego :P) z obesranym tyłkiem, bo cierpiała na paskudną biegunkę, ale poradziliśmy sobie z nią ;) jakby z krów…. nie były takie świnie (uwierzcie, nie ma większych flei od muciek), to nie zdziwiłabym się, jakbym Poluta zawlekła do domu ;))) taka to krowa! MOJA!

Ogólnie, jak już w temacie krów jesteśmy, to wszystkie bydlaki już na dworze, Buła i Ryśka inauguracyjnie również. Z Bułą większych problemów nie było – poza tym, że 15 minut próbowałam ją wyciągnąć z obory, i ni cholery nie dałam rady :P zaparła się jak osioł i do krawędzi drzwi robiła wszystko co trzeba, ale na progu włączała ABSy i koniec :P niby cielak, a nie dałam rady jej wyciągnąć, musiałam prosić tatę o pomoc. Na dworze już luz blues, jakby się tam urodziła ;) będzie z niej niezły gagatek, coś czuję, że po drodze jej do Kulki….P1190655

WP_20150518_007WP_20150518_021

 

 

Dla nie wtajemniczonych- Kulka, córa Kropki-mojej ukochanej krowy u Dziadka, straszny z niej ancymon i uparty osioł, do tego ma łeb jak sklep – kantar w rozmiarze full ;) Bogu dziękować- sama z siebie, jest bez rogów- po mamusi ;) i ma problemy z tożsamością, bo uważa się chyba za psa, celowałabym w szczenię jakiegoś molosa, np. niufka lub doga – jej życiowy cel, to polizać mnie po gębie, przesuwając mnie przy tym o kilka cm w dowolnym kierunku… czasem zaczynam się jej obawiać :P Kulka Czołgistka, mam nadzieję, że w ciąży się uspokoi ;) )P1190663P1190664

No a Ryś…. Rysia miało w ogóle nie być… no, ale jest, bo mi nie można powiedzieć „bierzesz, albo na spęd zawiozę” :P no to nie miała baba kłopotu, to sobie wzięła nadprogramowe ciele…. do tego dzikie jak 100 diabłów :P ale piękne, a pięknym wszystko jakoś tak płazem uchodzi, nie???? Rysia od niedzieli jest na dworze, tejże niedzieli prawie sobie połamała girę, wyskakując w panice z kojca i klinując się między kojcem, a deską „antykozią”, miałam zawał na miejscu! Nie wiem, jak to się stało, że deska puściła prędzej, niż szarpiąca się noga…… brrrr wolę nie myśleć, co by było…..
Dzisiaj mamy wtorek (aaaaaaa!!!!!!!!!o fuck! właśnie sobie uświadomiłam, że po raz pierwszy zapomniałam o Agacie, bo tak się zajęłam grodzeniem dla kóz, że straciłam rachubę czasu i zapomniałam :P ), a wczoraj ta mała, ruda menda, o której myślałam, żeby zostawić jej sznurek przy kantarze „jak się zerwie, bo jej nie złapię”, podłaziła do mnie i mnie zaczepiała i dzisiaj robiła to samo! Czyli jednak nie jest adoptowana, tylko „rodzona” ;) i pasuje do naszej rogato kopytnej rodzinki!P1190643P1190651

 

Jutro kończę walkę z ogrodzeniem dla kóz! Mam nadzieję, że nie będą kombinować…….

WP_20150518_006

dobra, kończę, bo ileż można o bydlakach nawijać :P

 

 

P.S. no tak…. macie teraz dobry podgląd, jak łatwo można zgubić dzień na wsi… przecież dzisiaj dopiero jest wtorek! ;) dzisiaj rozmawiając przez tel zostałam o tym uświadomiona :P rzeczywiście, jeśli chodzi o dni tygodnia, to wiem kiedy jest piątek, sobota i niedziela, reszta mi się gubi ;) jakbym nie „popracowywała” sobie w mieście, to bym w ogóle nie wiedziała, tu czas inaczej płynie.

Od jakiegoś miesiąca nie wymieniłam baterii w zegarku i na początku strasznie mnie to denerwowało, bo cały plan dnia mi się rozpadał, a teraz…. jakoś z automatu robię wszystko i jak zerknę na zegarek na ścianie czy w komie, to się okazuje, że pewne czynności powtarzam mniej więcej o tych samych godzinach, bez uprzedniego patrzenia na zegarek! :)