Archiwa tagu: koźlątko

P1140900

No to już po mnie…

Ha!!!!!!!!!!!

Ha!!!!!!!!!!! Wiedziałam, że wystarczyło napisać jęczącego posta „O Boże nie ma kozy, ojejejej, kiedy ona będzie, ojej oszaleję”  i jak na zawołanie maluch się pojawi! :P To coś, jak na zasadzie „nieee, nie możliwe, nie uda się, nieeee, nie ma szans”, które powtarzam jak mantrę, jak mi na czymś cholernie zależy… :P tak na wszelki wypadek, żeby chciało się zrobić na przekór ;) Ale spokojnie – w imię poprawności politycznej, to pozytywną afirmację też mam w 1 palcu! To przez nią jestem teraz tu, gdzie jestem i piszę o narodzinach małej kozy(ekhm… koziołka) na MOIM gospodarstwie!
Chyba co do reguły, to jesli chodzi o rzeczy tu i teraz, natychmiast, to działam „nieeee, nie uda się”, a jak się rozchodzi o sprawy długofalowe, to afirmuję, aż do „rzygania tęczą” :P

(Tak na wstępie od razu lojalnie przepraszam, że zawalę wszystko zdj. młodego, no niestety, ale już przy poprzednim poście uprzedzałam :P )

No i się pojawił! 13, tj. w niedzielę, ok godziny 13! :)

Sprawdzałam wcześniej- nic, mama sprawdzała-coś już było widać, kręciła się Cyniowa po chlewie, mama nie chciała jej przeszkadzać, ja w tym czasie wyprowadzałam konia. Wróciłam i już leżał mały wymoczek! :D
Matko! co to za przeżycie! :D Byłam w kompletnym amoku, biegiem, po aparat i po jodynę do pępola i za sekundę byłam już z powrotem :D W sumie to siedziałam z nimi bez przerwy z 2 godziny(poza wylotem po aparat i po obiad później), nie mogłam się oderwać, nawet obiad jadłam „na wynos” siedząc tyłkiem na korytku i obserwując moją kozią rodzinkę…

P1140677

P1140684

P1140682

P1140681

P1140680

P1140679

Musiałam być naprawdę w niezłym amoku ;) bo… na całe chyba 2 dni (AŻ!!!) zrobiłam z młodego DZIEWCZYNĘ!!!!!!! Nie wiem, jak się mam z tego zrehabilitować… chyba nie da się… Tłumaczę się jedynie tym, że tak bardzo chciałam dziewczynę, że mimo pierwszego spostrzeżenia „to chłopak”, zignorowałam wszelkie znaki na niebie i ziemi i orzekłam, że „jednak nie, jednak dziewczyna!!!” :] Nawet imię już nadałam! Ally! Zobaczyłam 2 strzyki („cycki” dla niewtajemniczonych ;) ) i już mi to wystarczyło- już miałam dziewczynę ;) więcej się tematem nie zajmowałam, aż moja Ally przy mnie…nasiusiał(a)….. Może dobrze się stało, bo przez te kilka dni jego „dziewczeństwa” tak mi przypadł do serca, że już nie ma mowy o sprzedaży, czy oddaniu! Na bank zostaje!!! Jeśli kolejne urodzą się też chłopaki (Tosia ma na dzisiaj termin, chodzę, czekam…) to tamtych już nie zatrzymam, ale Axl ZOSTAJE!

P1140703

P1140781

P1140774

P1140777kopia

P1140779kopia

Tak, właśnie tak ma na imię! ;) w 3 dobie swego życia, jeszcze był wieloimienny, ale dzisiaj- 4 dnia, został nieodwołalnie Axl’em!

ALFred 13.071

 

będę z nim miała gun’s i rose’s ;)

P1140904kopia

P1140905

P1140898

P1140900

Każdego dnia się zmienia, jest coraz bardziej bystry i bryka jak nakręcany. Pierwszego dnia tylko spał, nogi mu się rozjeżdżały, coś tam niby pił. Oczywiście lamentowałam, że za mało, że na pewno się nie napił i nawet próbowałam mu wciskać butlę do papy, na co stanowczo i głośno protestował…
Wisiałam na telefonie ze znajomym, który ma już duże doświadczenie z kozimi narodzinami i mu trułam dupę o każdą „straszną rzecz”, a to, że nie je, a to, że szybko oddycha, a to, że po narodzinach nic, tylko śpi i na pewno to jest coś złego… itd ;)
Dzięki Grzesiek, za cierpliwość anielską! Należy Ci się wielka flacha!!!!!!!!! Koszy z jagodami nie mam-wybacz ;) ;) ;) Jak widzicie jednak – młody żyje i ma się dobrze, mimo moich lamentów i panik „wszyscyzginiemy” ;)

Mam nadzieję, że teraz, przy Tosiowych dzieciach zachowam już trochę więcej zdrowego rozsądku i nie będę panikować… Choć już widzę te moje oczy jak 5zł, jak nagle po 1 koźlaku wyskakuje 2 (tak hipotetycznie).
Tośka jest też specyficzną personą… To nie jest zwykła koza. To jest Tośka. Po prostu.
Wcale bym się nie zdziwiła, jakby swoje dzieciny obrzuciła krótkim spojrzeniem i stwierdziła, „że co to, to nie z nią! Ona się do macieżyństwa nie pisała, podczas „sam na sam” z Gerrym, chciała go niemal zjeść i obedrzeć ze skóry, więc ona żadnymi bachurami się opiekować nie będzie!”…
Oby to było tylko moje zaklinanie „niee, nie uda się”…. ;) Ok, powiedzmy, że biorę taką ewentualność pod uwagę po prostu, a mam nadzieję, że będzie z niej równie wspaniała mama, jak z Cyny.
I na tym może zakończmy ;)

P1140815

P1140816