Archiwa tagu: budynki z gliny

Wiosna na Suwałkach, a z wiosną… glina :)

No tak…

reszta Polski już się dawno nacieszyła bzami, kwiatkami, mleczami (teraz zapewne mogą już tylko w dmuchawce dąć ;) ), ptaszkami wijącymi gniazdka i w ogóle wszystkim, z czym się wiąże wiosna…

a my?

a my tutaj, na tym końcu świata/wschodzie/Syberii (niepotrzebne skreślić) dopiero napawamy się przyrodą… Ale nie będę narzekać! Sama chciałam, nie? ;) W Szczecinie już pewnie bzy przekwitły, dużo szybciej wszystko „wystrzeliło”, nie to co tu… Dobra! trochę pomarudziłam, ale uspokajam- nie zamieniłabym tej mojej Syberii na Szczecin. Już tu wrosłam, Szczecin lubię teraz może jeszcze bardziej, niż jak tam mieszkałam, jak przyjeżdżam w odwiedziny, to zawsze czasu mi brakuje, żeby zobaczyć, odwiedzić i zrobić, to co sobie planowałam. To przepiękne miasto, szczególnie Park Kasprowicza-mój naj naj naj…. nic go nie przebije! No i moje ludki kochane :) dla nich przede wszystkim tam wracam, od czasu do czasu.

Za to tutaj…
Tutaj mam więcej zielenizny niż w całym Parku Kasprowicza ;) mam moje stwory, bez których już nie wyobrażam sobie życia- co to za poranek, kiedy nie trzeba wstać po 5, żeby nakarmić głodną i oburzoną mym (przydługim wg. niej) snem- krowę, czy niecierpliwie czekającego na swoje siano Grubego??                                              
Albo co to za pobudka, kiedy nie muszę ostrożnie przebierać nogami, żeby jeszcze ze snem na powiekach, nie wyłożyć się jak długa na korytarzu w glinianym chlewiku? Bo koziołek Gerry w spółce z Cynką, plątają mi się pod nogami, a Tosia i Pestka głośno wyrażają swoje niezadowolenie, z mojego ślamazarstwa (wszystkie chcą jeść na raz!teraz!natychmiast!)?
Może dla normalnej 27-latki brzmi to jak koszmar, ale ja nie mogłabym już bez tego żyć. Wrosłam w wiochę, tylko trochę towarzystwa mi brak :( Pluszaki oczywiście bardzo się starają zająć mi każdą wolną chwilę, żebym nie myślała o głupotach ;) ale wiecie jak jest… czasem każdy ma potrzebę, żeby usłyszeć w odpowiedzi ludzki głoś, a nie „muuuuUUUU!” „mee-eee-e” czy „miau” (końskiego wzdychania niestety nie umiem tu powtórzyć ;) ).

Dobra, dość gadania! Dzisiaj 3 razy wlał mega deszcz, szybki wypad, żeby zamknąć stodołę, wystarczył, żebym musiała przebrać spodnie… tak więc uwierzcie-trochę wlało ;) z czego się akurat bardzo cieszę, bo było strasznie sucho, a trawa musi urosnąć dla tych moich wszystkich darmozjadów! Nie mówiąc o ziemniakach, czy warzywach…

majowy deszczyk

Miało być dość gadania, ale zanim wrzucę zdj. to jeszcze momencik…                            Dzisiaj po raz drugi w życiu(nie licząc babrania się z foremkami w piasku/błotku za lat wczesnego dzieciństwa), zabrałam się za… glinę! Mam tu stary gliniany chlew, w bardzo kiepskim stanie (codziennie patrzę na zeżarty drewniany strop i truchleję na myśl ile pracy będzie trzeba włożyć, żeby to uratować…). Raz już, uzbroiwszy się w taczkę, szpadel i mięśnie własne ;) wykopałam z pola trochę gliny, zakasałam rękawy i… postanowiłam zatynkować ubytek na ścianie przy oknie… zabawa była przednia! Dziecko wyszło ze mnie, mogłabym się tak babrać i babrać, szczególnie, że pogoda była wtedy ładna. Niestety, moja pierwsza próba nie powiodła się do końca, ponieważ na drugi dzień… wszystko popękało :P ale się nie zrażam! Pola do praktyki mam pod dostatkiem, bo właściwie cały chlewik wymaga łat… Dzisiaj wzięłam się za parapet w środku.                     Chlew dzieli się na dwie części – jedną zajmują kozy (w zawrotnej ilości 4 sztuk- Tosi, Pestki, Cynki i Gerrego- o kozach kiedy indziej się rozpiszę, bo to cały oddzielny temat, materiał na książkę, bynajmniej nie przyrodniczą), a drugą zająć chcę…ja. No tak, ale póki co, to mnóstwo roboty przede mną, strach się bać!

czas! start!  P1120635copy   P1120641copyP1120640P1130556 P1130557 P1130558 P1130559 P1130561 P1130562P1130567