Wszystkie wpisy, których autorem jest z antonówki

Czekania ciąg dalszy, przemyśleń również

Czekam i czekam nadal…
z 1 strony, doczekać się nie mogę, ale z drugiej, chyba wolałabym jeszcze ciut ciut czasu, żeby się przygotować fizycznie, ale i mentalnie… Niby miałam 9 mies na to ;) ale tak się nie da! Chodzę, zaglądam w oczy, ale narazie koniec kropka. Cieluna ni ma ;)

P1190697

Miałam i nadal mam (ambitny jak się okazuje – bardzo) plan, pozostawienia maluszka z Polutkiem. Okazuje się, że coś, co natura sama zaplanowała i urządziła, jest strasznie skomplikowane i zuuueeee (zepsujesz wymię/cielak dostanie sr*ki/później nie odzwyczaisz/itp. itd…..)
Nie chcę ich rozdzielać, widziałam mnóstwo cieląt odsadzonych już zaraz po urodzeniu od matek, dosłownie kilka razy widziałam też cielaki biegające po polu przy krowach(ale nie u nas w wiosce, tylko w okolicy).
Z jednej strony rozumiem- jak ktoś ma stado mleczne i oddaje mleko do mleczarni, to przy dzisiejszych cenach nie ma czasu na czekanie na mleko, większość obór, to takie obory sprzed 30 lat, nieco zmodernizowane, ale nie ma w nich miejsca na kojce dla krowy z cielakiem. Nie chcę się w to zagłębiać- po prostu jestem w stanie zrozumieć, choć nie podoba mi się to, jak wiele innych rzeczy. Cielak oddzielony od krowy przed upływem doby, nie zdąży nawiązać z nią „tej” więzi, do tego czasu jest „nieświadomy” i poza tym, że krowa trochę mruczy na początku, już następnego dnia-jakby zapomnieli.
Tak czy siak- ja chcę inaczej. Nie nadaje się na rolnika :P chyba, że można nieco tę definicję rozszerzyć w jednych aspektach, a w innych zwęzić ;)

Ponieważ w praktyce, nie znam nikogo, kto by trzymał krowy mleczne z cielętami, szperałam „na internetach” i… znalazłam mnóstwo artykułów i opracowań na temat NAJLEPSZEGO odchowu cieląt… Nauka poszła do przodu, mamy uczelnie, doktorów, badania, szmery bajery, pompki rowery…. :P i tak, powinnam:
oddzielić cielę przed upływem doby
do 2 mies. życia nie podawać siana, jedynie gotowe prestartery i kukurydzę (chyba poza kuku GMO nie ma innej….? wyprowadźcie mnie z błędu?) żeby jak najszybciej wykształciły się brodawki w żwaczu,
dbać o przyrosty, przyrosty, przyrostyyyyyyy…..
oczywiście wiele innych rzeczy, których nie neguję również powinnam zrobić, ale uważam je za oczywistość, dlatego ich nie piszę ;) ale JAK PRAKTYCZNIE utrzymać cielę przy KROWIE MLECZNEJ nie znalazłam! Po polsku jedynie 1 opracowanie z chowu w gospodarstwie ekologicznym – na mleku krowim, ale najlepiej ze smoczka, albo 2x dziennie na 30 minut przy krowie- żeby się maluchy napiły. Nie wyczerpuje to moich pytań niestety :P Co innego z opracowaniami zagranicznymi, tam chyba mają szerze horyzonty… Więc mój plan będzie zlepkiem info zza granicy plus „na czuja”, trochę jak przy kozach. Co z tego wyjdzie- okaże się, może przy następnym cielaku, będę już wiedziała co robić.

Wracając do metod odchowu cielaków dla farm mlecznych….
Kiedy przestaliśmy traktować zwierzęta jak… zwierzęta, a zaczeliśmy jak fabryki? Czym się ma różnić hodowla kilkuset SZTUK bydła mlecznego, wieprzowiny (tak czy siak- DJP-dużej jednostki przeliczeniowej :P ), czy drobiu, od fabryki samochodów, kabli, albo podzespołów? Bo ja coraz mniej tych różnic niestety widzę…. Przypominam, że później idziemy do sklepu i kupujemy „kurczaczka dla dziecka, paróweczki dla przedszkolaka”….. na zdrowie! :D

Koleżanka podesłała mi fajną stronę, ale oczywiście w języku ang ;) szkoda wielka, że nie ma takich rzeczy, takich sposobów (a może są, tylko nic nie słychać?) u nas, w PL. Szkoda, że ludzie są tak zagonieni, tak zmartwieni przeżyciem od 1 do 1, że nie zwracją uwagi na to co jedzą i skąd to pochodzi-ja się im nie dziwie, żeby jeść zdrowo, trzeba mieć za co…

Dobra koniec! :P
smętów koniec ;)

tu strona o której mówiłam
http://cowseatgrass.com/index.php/share-milking-nurse-cows/

a tu… pozdrowienia prosto z Polkowego brzucha ;) (plus Kostek uciekinier na deser :P )


 

a tymczasem dobranoc!

Kciuki za chłopię, które ma być dziewczyną ;) nadal wskazane mocnooooo!!!!!

P1050448

porodówka part two!

P1190192

Bosz… strasznie dawno tu nie zaglądałam, dzięki Alinie z http://kurianka.blogspot.com/ , za wywołanie mnie do tablicy! (i coś czuje, że będziemy miały wspólne tematy  :) ) 

Z najnowszych nowości – znowu mam porodówkę!!!! No, a jak porodówkę, to i CIĘŻARÓWKĘ! :) i to nie byle jaką, najważniejszą na świecie!!!!
Polut, nasz Polutek Poluciński nosi w brzuchu taką samą pchłę, jaką sama była 3 lata temu (jak ten czas zasuwa! )P1050448

a takie to małe było! :D (poszukam zdj. jak jeszcze mniejsza była)P1190660P1180474P1190229

P1190195kNo i tak… jakoś do tej pory nie mam szczęścia do niewiast, czuja mam niestety na chłopaka (choć wolałabym dziewuchę :P bo chłopię będę musiała gdzieś komuś wcisnąć, bo niestety, ale nie mam szans, na wykarmienie kolejnego darmozjada, a na kiełbachę go nie oddam, tak jak i chłopaków brodatych nie oddałam! chyba nie nadaję się na rolnika… choć tak szczerze, to na kolejną mordę krowią też nie mam warunków… się zobaczy )

Poza tym, że wet mnie nastraszył, że może skończyć się cersarką, to nie mogę się doczekać!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Czekam jak na święta! :P Na koziołki też w sumie czekałam i się doczekać nie mogłam, przy krowich porodach byłam już dziesiątki razy (i ZAWSZE, jeśli krowa sama nie rodzi, zanim chłopy nie zobaczą, jest to dla mnie traumatyczne przeżycie, po którym boli mnie wszystko co możliwe, dlatego mam nadzieję, że u Polki się obejdzie bez ciągania i że maluch wyskoczy z niej sam, siłami natury………)
Polut trafił do mnie niewiele większy od średniego psa ;) (no dobra, powiedzmy średnio dużego :P) z obesranym tyłkiem, bo cierpiała na paskudną biegunkę, ale poradziliśmy sobie z nią ;) jakby z krów…. nie były takie świnie (uwierzcie, nie ma większych flei od muciek), to nie zdziwiłabym się, jakbym Poluta zawlekła do domu ;))) taka to krowa! MOJA!

Ogólnie, jak już w temacie krów jesteśmy, to wszystkie bydlaki już na dworze, Buła i Ryśka inauguracyjnie również. Z Bułą większych problemów nie było – poza tym, że 15 minut próbowałam ją wyciągnąć z obory, i ni cholery nie dałam rady :P zaparła się jak osioł i do krawędzi drzwi robiła wszystko co trzeba, ale na progu włączała ABSy i koniec :P niby cielak, a nie dałam rady jej wyciągnąć, musiałam prosić tatę o pomoc. Na dworze już luz blues, jakby się tam urodziła ;) będzie z niej niezły gagatek, coś czuję, że po drodze jej do Kulki….P1190655

WP_20150518_007WP_20150518_021

 

 

Dla nie wtajemniczonych- Kulka, córa Kropki-mojej ukochanej krowy u Dziadka, straszny z niej ancymon i uparty osioł, do tego ma łeb jak sklep – kantar w rozmiarze full ;) Bogu dziękować- sama z siebie, jest bez rogów- po mamusi ;) i ma problemy z tożsamością, bo uważa się chyba za psa, celowałabym w szczenię jakiegoś molosa, np. niufka lub doga – jej życiowy cel, to polizać mnie po gębie, przesuwając mnie przy tym o kilka cm w dowolnym kierunku… czasem zaczynam się jej obawiać :P Kulka Czołgistka, mam nadzieję, że w ciąży się uspokoi ;) )P1190663P1190664

No a Ryś…. Rysia miało w ogóle nie być… no, ale jest, bo mi nie można powiedzieć „bierzesz, albo na spęd zawiozę” :P no to nie miała baba kłopotu, to sobie wzięła nadprogramowe ciele…. do tego dzikie jak 100 diabłów :P ale piękne, a pięknym wszystko jakoś tak płazem uchodzi, nie???? Rysia od niedzieli jest na dworze, tejże niedzieli prawie sobie połamała girę, wyskakując w panice z kojca i klinując się między kojcem, a deską „antykozią”, miałam zawał na miejscu! Nie wiem, jak to się stało, że deska puściła prędzej, niż szarpiąca się noga…… brrrr wolę nie myśleć, co by było…..
Dzisiaj mamy wtorek (aaaaaaa!!!!!!!!!o fuck! właśnie sobie uświadomiłam, że po raz pierwszy zapomniałam o Agacie, bo tak się zajęłam grodzeniem dla kóz, że straciłam rachubę czasu i zapomniałam :P ), a wczoraj ta mała, ruda menda, o której myślałam, żeby zostawić jej sznurek przy kantarze „jak się zerwie, bo jej nie złapię”, podłaziła do mnie i mnie zaczepiała i dzisiaj robiła to samo! Czyli jednak nie jest adoptowana, tylko „rodzona” ;) i pasuje do naszej rogato kopytnej rodzinki!P1190643P1190651

 

Jutro kończę walkę z ogrodzeniem dla kóz! Mam nadzieję, że nie będą kombinować…….

WP_20150518_006

dobra, kończę, bo ileż można o bydlakach nawijać :P

 

 

P.S. no tak…. macie teraz dobry podgląd, jak łatwo można zgubić dzień na wsi… przecież dzisiaj dopiero jest wtorek! ;) dzisiaj rozmawiając przez tel zostałam o tym uświadomiona :P rzeczywiście, jeśli chodzi o dni tygodnia, to wiem kiedy jest piątek, sobota i niedziela, reszta mi się gubi ;) jakbym nie „popracowywała” sobie w mieście, to bym w ogóle nie wiedziała, tu czas inaczej płynie.

Od jakiegoś miesiąca nie wymieniłam baterii w zegarku i na początku strasznie mnie to denerwowało, bo cały plan dnia mi się rozpadał, a teraz…. jakoś z automatu robię wszystko i jak zerknę na zegarek na ścianie czy w komie, to się okazuje, że pewne czynności powtarzam mniej więcej o tych samych godzinach, bez uprzedniego patrzenia na zegarek! :)

P1080732

Nie lekceważ, nie zabijaj

Mówi się, że miarą człowieczeństwa, jest to, jak człowiek traktuje zwierzęta. W takim razie nie jestem człowiekiem pełnowartościowym.

Piszę tutaj, żeby nie zamęczać „darciem szat” znajomych, każdy życzliwy Ci człowiek, powie w takim momencie „nie miałeś wpływu, takie rzeczy się zdarzają, nie obwiniaj się”. OK, sama też tak mówiłam nie raz, ale w tym wypadku jestem cholernie winna i odpowiedzialna, bo to moja i tylko moja wina, że Kudłatej już nie ma i jutro będę musiała ją zakopać obok Rudiego, pod bzem… Rudi wpadł pod samochód, właściwie, pod niego wskoczył, kierowca to kawał gnoja, bo jakby jechał wolniej, a nie jak po autostradzie, to by może skończyło się na nastawianiu szczęki i jakiejś nogi, a nie na zakopaniu w ogródku. OK, moją winą to, że to koty wychodzące- ale obecnie inne być nie mogą, choć Lusia zamieszkała w domu, od kiedy jej synuś ją tak chlasnął w łapę, że była wielości porządnego palucha z makiem (taka bułka).  Ale Kudłata? Za co jej zgotowałam wycieczkę w męczarniach na tamten świat? Za to, że miałam inne sprawy na głowie, że zbagatelizowałam, że liczyłam przez 1 dzień, że to z gorąca, „że przejdzie”, że siano, że kozy się rodzą, że trzyma się, w poniedziałek pojedziemy do weterynarza. A ona odchodziła te kilka dni, cichutko sobie po prostu gasła. A ja ją olałam. Zootechnik k**wa, wielbicielka zwierząt, zbieraczka. Czemu z Lusią jechałam z łapą, bez grosza w portfelu, pożyczając od dobrego ludzia kasę, a z Tobą, mimo, że nawet jakaś tam głupia kasa była, chciałam czekać??

Nie piszę tego, żeby się ktoś nade mną użalał, choć może taki człowiek jest właśnie godny pożałowania, że jest tak mały duchem. Cokolwiek powiecie, ja wiem, że to moja wina i niczyja więcej. Chcę Was po prostu ostrzec, a siebie trochę ukarać, choć najchętniej to bym się sprała po gębie. Uważajcie na te Wasze zwierzaki, jak Wy im nie pomożecie, to same sobie nie pomogą, mówić też nie potrafią… Jakby Kudłatek mi powiedział”ej, co ty sobie jaja robisz, nie widzisz, że ledwo żyję, ślepa jesteś?! pomóż!” to bym leciała w te pędy do Suwałk, a tak? Łatwiej powiedzieć „wytrzymaj jeszcze, bidulko, co ci jest?” pogłaskać, dać jeść, zrobić smutną minę i wracać do innych zajęć. Inne zajęcia poczekają, chory zwierzak NIE POCZEKA!

Żegnaj Kudłatku, przepraszam Cię, za moją znieczulicę i olewactwo. Zajebiście przepraszam.

P1080732 P1080713 P1080720

P1140900

No to już po mnie…

Ha!!!!!!!!!!!

Ha!!!!!!!!!!! Wiedziałam, że wystarczyło napisać jęczącego posta „O Boże nie ma kozy, ojejejej, kiedy ona będzie, ojej oszaleję”  i jak na zawołanie maluch się pojawi! :P To coś, jak na zasadzie „nieee, nie możliwe, nie uda się, nieeee, nie ma szans”, które powtarzam jak mantrę, jak mi na czymś cholernie zależy… :P tak na wszelki wypadek, żeby chciało się zrobić na przekór ;) Ale spokojnie – w imię poprawności politycznej, to pozytywną afirmację też mam w 1 palcu! To przez nią jestem teraz tu, gdzie jestem i piszę o narodzinach małej kozy(ekhm… koziołka) na MOIM gospodarstwie!
Chyba co do reguły, to jesli chodzi o rzeczy tu i teraz, natychmiast, to działam „nieeee, nie uda się”, a jak się rozchodzi o sprawy długofalowe, to afirmuję, aż do „rzygania tęczą” :P

(Tak na wstępie od razu lojalnie przepraszam, że zawalę wszystko zdj. młodego, no niestety, ale już przy poprzednim poście uprzedzałam :P )

No i się pojawił! 13, tj. w niedzielę, ok godziny 13! :)

Sprawdzałam wcześniej- nic, mama sprawdzała-coś już było widać, kręciła się Cyniowa po chlewie, mama nie chciała jej przeszkadzać, ja w tym czasie wyprowadzałam konia. Wróciłam i już leżał mały wymoczek! :D
Matko! co to za przeżycie! :D Byłam w kompletnym amoku, biegiem, po aparat i po jodynę do pępola i za sekundę byłam już z powrotem :D W sumie to siedziałam z nimi bez przerwy z 2 godziny(poza wylotem po aparat i po obiad później), nie mogłam się oderwać, nawet obiad jadłam „na wynos” siedząc tyłkiem na korytku i obserwując moją kozią rodzinkę…

P1140677

P1140684

P1140682

P1140681

P1140680

P1140679

Musiałam być naprawdę w niezłym amoku ;) bo… na całe chyba 2 dni (AŻ!!!) zrobiłam z młodego DZIEWCZYNĘ!!!!!!! Nie wiem, jak się mam z tego zrehabilitować… chyba nie da się… Tłumaczę się jedynie tym, że tak bardzo chciałam dziewczynę, że mimo pierwszego spostrzeżenia „to chłopak”, zignorowałam wszelkie znaki na niebie i ziemi i orzekłam, że „jednak nie, jednak dziewczyna!!!” :] Nawet imię już nadałam! Ally! Zobaczyłam 2 strzyki („cycki” dla niewtajemniczonych ;) ) i już mi to wystarczyło- już miałam dziewczynę ;) więcej się tematem nie zajmowałam, aż moja Ally przy mnie…nasiusiał(a)….. Może dobrze się stało, bo przez te kilka dni jego „dziewczeństwa” tak mi przypadł do serca, że już nie ma mowy o sprzedaży, czy oddaniu! Na bank zostaje!!! Jeśli kolejne urodzą się też chłopaki (Tosia ma na dzisiaj termin, chodzę, czekam…) to tamtych już nie zatrzymam, ale Axl ZOSTAJE!

P1140703

P1140781

P1140774

P1140777kopia

P1140779kopia

Tak, właśnie tak ma na imię! ;) w 3 dobie swego życia, jeszcze był wieloimienny, ale dzisiaj- 4 dnia, został nieodwołalnie Axl’em!

ALFred 13.071

 

będę z nim miała gun’s i rose’s ;)

P1140904kopia

P1140905

P1140898

P1140900

Każdego dnia się zmienia, jest coraz bardziej bystry i bryka jak nakręcany. Pierwszego dnia tylko spał, nogi mu się rozjeżdżały, coś tam niby pił. Oczywiście lamentowałam, że za mało, że na pewno się nie napił i nawet próbowałam mu wciskać butlę do papy, na co stanowczo i głośno protestował…
Wisiałam na telefonie ze znajomym, który ma już duże doświadczenie z kozimi narodzinami i mu trułam dupę o każdą „straszną rzecz”, a to, że nie je, a to, że szybko oddycha, a to, że po narodzinach nic, tylko śpi i na pewno to jest coś złego… itd ;)
Dzięki Grzesiek, za cierpliwość anielską! Należy Ci się wielka flacha!!!!!!!!! Koszy z jagodami nie mam-wybacz ;) ;) ;) Jak widzicie jednak – młody żyje i ma się dobrze, mimo moich lamentów i panik „wszyscyzginiemy” ;)

Mam nadzieję, że teraz, przy Tosiowych dzieciach zachowam już trochę więcej zdrowego rozsądku i nie będę panikować… Choć już widzę te moje oczy jak 5zł, jak nagle po 1 koźlaku wyskakuje 2 (tak hipotetycznie).
Tośka jest też specyficzną personą… To nie jest zwykła koza. To jest Tośka. Po prostu.
Wcale bym się nie zdziwiła, jakby swoje dzieciny obrzuciła krótkim spojrzeniem i stwierdziła, „że co to, to nie z nią! Ona się do macieżyństwa nie pisała, podczas „sam na sam” z Gerrym, chciała go niemal zjeść i obedrzeć ze skóry, więc ona żadnymi bachurami się opiekować nie będzie!”…
Oby to było tylko moje zaklinanie „niee, nie uda się”…. ;) Ok, powiedzmy, że biorę taką ewentualność pod uwagę po prostu, a mam nadzieję, że będzie z niej równie wspaniała mama, jak z Cyny.
I na tym może zakończmy ;)

P1140815

P1140816

P1140571

Okoziałam do reszty?!

NO DOBRAAA!

Siądę na dupie i w końcu coś napiszę! Byłam pewna, że nowego posta napiszę już cała w skowronkach, zasypując Was zdj. „małej kózki na tle ściany, małej kózki na rękach, małej kózki przy mamusi, małej kózki na tle drzwi, ooo mała kózka je, ojej, a patrzcie, jak mała kózka ładnie patrzy :P

no ale… NIC! NULL, ZERO!

Chodzę, sprawdzam, po nocach nie śpię, w dzień biegam i proszę, błagam, zaklinam- uródź już, miejmy to za sobą, pomogę Ci, nic się nie bój… a ona nic! nicnicnic!!!!!!!!!!!

Dzisiaj nad ranem, śniło mi się 10 małych kózek wielkości kotów, które zgarniałam na ręce, co 5 zgarnęłam, to pozostałe 5 mi się gdzieś rozłaziło, biegałam i lamentowałam „Boże, Boże, jak ja je wykarmię?!?!?”

Także widzicie….. źle ze mną jest! Albo Cyna urodzi potomka(potomkinię!!!!!choć teraz to już mi wszystko jedno, byle już wyszło) dzisiaj albo w nocy, albo pójdę do dr. S. co chciał nam wczoraj Babcię do psychiatryka wsadzić(o tym za chwilę) i powiem „MNIE ZAMKNIJ, bo okoziołam…..”

Co widać na załączonych obrazkach- bardzo poprawiły nam się ludzko-kozie relacje z Cyną ;) jak teraz podchodzi i mnie zaczepia, albo nie zrywa się z miejsca jak szalona, jak ja podchodzę, żeby ją pogłaskać, to aż nie wierzę, że taki niedotykalski dzikus z niej był! Teraz ciągle mnie skubie za włosy, albo ubrania, jak ją głaszczę po pycholu, to przymyka oczy i brakuje tylko, żeby zaczęła mruczeć jak kot ;) a już spisałam ją „na straty”, że feelingu, to my niestety nigdy nie złapiemy, a jednak proszę Państwa! Nigdy nie mówcie nigdy!

P1140545 P1140562 P11405822 P11405833 P11405866

 

A co z Babcią… Ano z Babcią byliśmy wczoraj na komisji, która miała orzec o jej niepełnosprawności. No i orzekła, tylko co dalej? Nikt mamie nie powiedział, gdzie mamy udać się z papierami dalej, pomogli jak zawsze ciocia i znajomi ;) Na dokładkę szanowny Pan Dr na dzień dobry zapytał Babcię, czy leczy się psychiatrycznie (WTF?!), od Babci oczywiście nie otrzymał odpowiedzi, bo biedna, nie wiedziała o co mu chodzi, zdenerwowana mama zagrzmiała „NIE!”, po czym dokorek wypalił, żeby Babcię położyć do psychiatryka, potrzymać tam ze 2 tygodnie i ustawić leczenie. „Lekarzu lecz się sam” powiedziałabym :P Zupełnie inaczej by to zabrzmiało, jakby powiedział „Jakby było gorzej, czy jakby państwo nie dawali rady, to jest możliwość przyjęcia do szpitala na jakiś czas, tam porobiliby wszystkie badania(choć badania są) , jest taka możliwość, proszę, tu są namiary na Dr jakiegośtam„.
Z Babcią nie jest jeszcze tak źle, poznaje nas, wie kto jest kto (przynajmniej jeśli chodzi o domowników), no i bierze stale leki. No cóż… Już pomijam czas spędzony na wwiercaniu zadków w krzesełka na korytarzu, w oczekiwania na wizytę, bo czy to poradnia taka, czy śmaka – chyba wszyscy do tego przywykli „bo to Polska, nie elegancja Francja”…. 

Dobra! dość smętów, idę  dalej czyhać na moje kozie dzieci :P

Bezrobotna, a robotna?!

No tak… zamilkłam prawie na amen.

Ale wracam-może nie ze zdwojoną siłą, bo moja siła obecna, tu i teraz wynosi -50, ale z zapałem nieustającym ;)

Postaram się, ani słowem nie wspomnieć, o zabawach w chowanego ze skarpetami i babcią! Promis! ;)

Może najpierw przystąpię do aktu samochwalenia. Może niezbyt pięknie, ale trudno. No więc, zaczynam jakieś mini zabawy w kuchni! Broń Boże nie mam na myśli niczego, co nie ma związku z kulinariami ;) Dla jasności-zajęłam się…babeczkami! Żeby było jaśniej jeszcze- takimi do jedzenia, z mąki, jajków itd. Dla jasności już zupełnej i ostatecznej- posiłkuję się swoją super cudną i w ogóle „och i ach” książką, zakupioną za moją ostatnią wypłatę (tak, zrezygnowałam z pracy, ale tu na miejscu mam jej teraz po kokardę). O taką o:

Pk1140168

a to moje pierwsze wypieki- babeczki marchewkowe (to coś na górze, to kandyzowana marchewka, nie łosoś ;) )

P1140171P1140176

To drugie- waniliowe, tym razem z miętą z ogródka ;)

 

P1140311

No dobra, babeczek już więcej nie było, bo były… SIANOKOSY!

Wspaniała wiadomość jest taka, że już dzisiaj jestem prawie po sianokosach! (hip hip hurrrrra!!!!) siano- SUCHE (bo najbardziej się obawiałam, że suchego, to ja już nie zbiorę) jest już w stodole, pod dachem, „bezpieczne”!! Została jeszcze 1 przyczepa do rozładowania, ale już ją sobie na dzisiaj odpuściliśmy, grunt, że ponad 500 kostek suchego siana MAMY! :)
Wiecie jaki to kamień z serca, dla „rolnikopodobnego” tworu jakim jestem ja? WIELKI! ;) Ogromny głaz spadł mi z serca, bo ostatnia pogoda doprowadzała mnie do stanów depresyjno wściekliznowych na zmianę! W takich sprawach jest się totalnie zależnym od pogody, no, chyba, że się ma rakiety odganiające deszcz (ha! wiem, o takich co mają! I bynajmniej nie Putina mam na myśli! :P), lub też zna się jakieś magiczne przyśpiewki (jak jacyś Indianie gdzieś tam- na bank mają  takie!). Ja niestety, ani tego ani tego nie mam, więc zdana byłam na kapryśną pogodę… Ale już po! Teraz, byle do 2 pokosu…

telerik_edited_image(16)

Jak już gładko zeszłam z tematów kuchennych, na bardziej gospodarskie, to się pochwalę znowu- tym razem nie siebie, ale tatę mego szanownego :) Oto jakie cuda mi wyczarował! Już stoją takie 4 boksy (zdj. nie bardzo aktualne). Zostanie jeszcze 1 do zrobienia, paśniki, no i poprzeczki między boksami, coby mi kozie towarzystwo trzymało się w ryzach ;) TAM GDZIE POWINNO, a nie tam, gdzie sobie wymyśliło, że powinno ;)

P1140235 P1140239 P1140223

 

Przy okazji remontu i przeprowadzki kóz z gliniaka (niestety, ale tam jest potrzebny remont najgeneralniejszy z możliwych…), złapałam za pędzel i pomalowałam wapnem ściany (jak i kojce). Buła i Gruby też mają świeżo i czysto :)

P1140247

 

 

Ja tymczasem się odmeldowuję i udaję na zasłużony odpoczynek. Muszę się jeszcze tylko pozbyć wrednej drzazgi z kolana (takiej sianowej) i legnę jak zabita, ale z poczuciem dopełnienia misji! Zwierzątkowie będą mieli co jeść! :)

telerik_edited_image(15)

P1130821

Babcia na gigancie

Dzisiaj cudna pogoda… w końcu miałam wolne, akurat wtedy, kiedy można się nacieszyć prawdziwą wiosną! :)
Natchniona pogodą i ogromną ilością czasu wolnego-co ostatnio nie zdarzało się często, złapałam za kosiarkę i skosiłam całe podwórko! (Teraz patrzę, że  przy okazji przykładnie spiekłam się na raka :P oj, będzie bolało)

Koszę, koszę, koszękoszęęęę…. i nagle staję jak wryta! Ze schodów schodzi sobie szanowna pani Babcia, wystrojona jak na odpust-wyjściowe spodnie, buciki, sweterek (a z nieba żar się leje :P), no i oczywiście-jak na damę przystało-torebka na ramieniu-JEST! ;)

Już czuję nieprzyjemny dreszcz, przełykam ślinę i pytam:
-gdzie idziesz??
-no… TAM!!!! (macha ręką w bliżej nieokreślonym kierunku, raczej na wschód :P)
-to znaczy GDZIE?!
-no tam! do tego… (tym razem macha ręką jakby się oganiała od natrętnej muchy-czyli w tym wypadku mojej skromnej osoby…)
-jakiego TEGO?! tam nikogo NIE ma!!! No? Do kogo idziesz?????
-JUŻ JA WIEM DO KOGO IDĘ! DO TEGO…DARKA , czy jak on…(Darek mieszka w… Gorzowie Wielkopolskim, my jesteśmy pod Suwałkami ;) )
JUŻ JA WIEM! NIE RÓB ZE MNIE GŁUPIEJ!!!!
(machanie ręką w nasileniu, ja nie wiedząc już co robić, trzymam ją za rękę, bo ona TWARDO IDZIE do przodu i tak się trzymamy, ona wystrojona jak do kościoła, ja spocona jak świnia, w kaloszach, nogach oblepionych trawą z kosiarki i gniazdem na głowie ;) )
-babcia, oni wyjechali, ich nie ma tam… (już nie wiem co mam mówić, a widzę, że łatwo nie będzie, bo tym razem nastrój jest dość bojowy i „nastroszony”, Babcia po prostu jest zdeterminowana na życie na gigancie…)
-są! są! IDĘ!
-babcia!!! idź… obierz ziemniaki……….
-…no dobra! obiorę, a później IDĘ!
-no, idź idź…

OŁ GAD…… ja wiem, ja słyszałam już, że babcia miała akcje pt. „wyprowadzka”, ale nigdy nie byłam z nią wtedy sama! Jakbym była w pracy, taty nie ma, a mama wyjechała na półtora miesiąca do Szczecina…to Babcia by gdzieś polazła sobie! Do tej pory, prawie zawsze mama była w domu, dzisiaj dotarło do mnie, że jej już nie można zostawić samej, bo nie wiadomo, co jej przyjdzie do głowy. Wczoraj niby było ok, dzisiaj rano też, choć może trochę dłużej siedziała w piżamach.

Później zleciłam jej zgrabienie skoszonej trawy, bo się autentycznie bałam, że znowu zacznie mi się wyprowadzać. Skończyło się oczywiście na opieleniu do gołej ziemi, trawnika pod klombem… :P no, ale chociaż zapomniała o wycieczkach ;)

Uff…

No dobra, może trochę skonsternowana, ale mimo to, zdążyłam się nacieszyć pogodą :)
Popstrykałam kozulom zdj. ;) (to są chyba najbardziej opstrykane zwierzęta na świecie-one i reszta :P), poleniłam się, pobiegałam boso po trawie pod domem.
P1130865

P1130837

P1130844

P1130848

P1130862

P1130864

W tym roku zrobiłam „strefę” bez zwierząt- nie pasą się tam już ani kozy, ani cielaki, chcę ten fragment zamienić w coś, a’la „malinowy chruśniak”, narazie rosną tam już maliny (hodowlane i przywiezione z lasu), porzeczki, 2 czereśnie, jagoda goji i borówka :) aaaaa i 5 małych rabarbarów!

P1130821

P1130828

P1130143

Wieczorem wrócił tata i pojechaliśmy przewieźć beczkę z wodą dla dziewczyn. Tata nie byłby sobą :P jakby się nie zakopał swoim „mussem” :P wjechał w coś w rodzaju zamoklaka, bagienka i… już tam został ;) sąsiad przyjechał i go wywlekł traktorem!
zdj. nie dzisiejsze, ale tak tata ujeżdża pola ;)
P1130713

Eh… no to by było na tyle ;) chyba muszę się nastawiać powoli na pewne zmiany… :(

P1130679

Alzh! Oddaj mi skarpety!!

Macie gdzieś – w najbliższym, a może dalszym otoczeniu, kogoś, kto…

…chowa Wam skarpetki(bardzo skutecznie chowa!)?

Na każde „… widziałaś może moją koszulkę/torebkę/puszkę/kubek(czy te nieszczęsne skarpety)?” odpowiada „PRZECIEŻ NIE ZJADŁAM!!!!”

Każdego nieostrożnego gościa, (który stara się być uprzejmy i nie ma w sobie tyle stanowczości, żeby zakończyć w odpowiednim momencie) raczy opowieściami o „pięknym mieszkaniu/obrazach czy czymkolwiek, które musiała opuścić, bo „oni” ją zabrali tu…”

Kogoś, kto uważa, że wyjdzie z domu, pójdzie „tam” i już będzie w pociągu do Nysy(która jest od Suwałk „BARDZO BLISKO! przecież nie raz tam byłam!”)?

Kto każdy mijany dom „kiedyś, jak byłam młoda, to cały ten dom sprzątałam!” :) choć swą młodość spędziła na drugim końcu Polski?

Albo karmi po kryjomu Wasze zwierzę, obojętnie czy to chomik, czy jak w moim przypadku pies-do oporu(a należy w tym miejscu zaznaczyć, że pies ten oporów żadnych jeszcze w sobie nie odnalazł…)

Albo kogoś, kto 5 minut po usłyszeniu, że w tym miejscu posiane są kwiatki, których nie można ruszać, bierze łopatkę i wywala całą rabatkę do góry nogami? :P
Znacie taką osobę??

 

A ja znam! I nawet z nią mieszkam! ;)

Moja babcia jest chora na Alzheimera, dlatego własnie mieszka z nami. Zaczęło się niewinnie, od zapominania i powtarzania się. Babcia mieszkała sama, w swoim mieszkaniu, więc trochę czasu zajęło, zanim się zorientowaliśmy, co jest grane. Najmocniej podziałała na nas karteczka od lekarza rodzinnego „proszę przyjść z opiekunem”, okazało się, że babcia co dziennie „nawiedzała” przychodnię, co dziennie z czymś innym, lekarz nie mógł się z nią nijak dogadać, więc w końcu ta karteczka… Później się okazało, że mieszkanie trochę zadłużone, bo rachunki nie popłacone, jakiś kredycik wzięty-bo emerytom przecież daje się kredyty bez mrugnięcia okiem. No i tak oto babcia jest z nami, na wsi.

Z perspektywy czasu myślę, że to była najlepsza decyzja, ciężko mi sobie wyobrazić, jak upilnować osobę, która się już zaczyna gubić w świecie- w mieście. Na pewno jest mnóstwo rodzin, które się opiekują bliskimi z tą chorobą i wierzę, ze musi być im bardzo ciężko. Chorym też jest oczywiście ciężko, straszne to, jak bliską osobę pochłaniają jakieś cienie i bajki. Straszne jest tempo zmian, jakie można zaobserwować, będąc z chorym na co dzień. Jeszcze rok temu babcia była w stanie sama sobie jakąś robotę wymyślić, dzisiaj, jak się jej nie da „zadania”, to nie zrobi nic. Będzie siedzieć w pokoju- i to niekoniecznie z tv. Całe życie bardzo dużo i ciężko fizycznie pracowała, jej działka (ogródek działkowy) wyglądała pięknie, wszystko było zadbane, zrobione, rosło jak szalone! Obiady-babcine pierogi to była poezja! Jej rodzinna specjalność. Nikt takiego ciasta na pierogi i takiego domowego makaronu jak ona-nie robił! Teraz babcia… potrafi obrać ziemniaki, jak się ją o to poprosi.

Nie mam żadnego wpływu na to, co się dzieje, czasami brakuje cierpliwości, czasami zapomina się o tym, że to choroba, a nie złośliwość np. (choć z babci charakterkiem, to czasem mam mini wątpliwości ;) ), ale skoro nie mogę tego zmienić, to próbuję to wziąć na wesoło. Może nie każdemu się to spodoba i każdemu daję do tego prawo, ale uważam, że to najlepszy sposób, żeby żyć z chorym i nie zwariować samemu. Muszę zaznaczyć, że babci stan jeszcze nie jest taki zły-poznaje nas, mniej więcej wie kto jest kto, jeśli się o kimś mówi, więc naprawdę nie jest tak źle, wiem, że niektórzy są w dużo gorszym stanie.

P1130679

Chciałabym, żeby były takie niezapominajki, które wypełniałyby wszystkie luki w pamięci. Babcia byłaby nadal kobietą z werwą, która w miejscu nie może usiedzieć spokojnie :) nasz ogród wyglądałby jak piękna, kwietna dżungla, 11 letnia Tekila byłaby w takiej świetnej formie, w jakiej tu z nami 2 lata temu przyjechała (niedawno schowałam puszkę z psią karmą do siebie do pokoju i widzę już, że dokarmianie-przynajmniej psimi chrupami- się narazie skończyło, więc mam nadzieję, że wróci do nas, nasza normalna, zdrowa psia emerytka :) ),

P1130670

a ja… znalazłabym wszystkie moje skarpetki…(przez ostatni rok nakupiłam niezliczone ilości 5 i 7-pack’ów u siebie w pracy… aktualnie mam może 4 pary skarpet :P a na każdą parę „poluję”, żeby zdążyć wyjąć ją z pralki przed babcią, bo inaczej MOŻE będę miała szansę znaleźć 1, w porywach do 2 par w czeluściach babcinych szuflad… ;) )

P1130634

żeby kózka…

Żeby kózka mogła brykać… trzeba było ją trochę pomęczyć i „nóżki powykręcać” ;)

Dzisiaj dziewczyny + Gerry, przeszły „tortury” w postaci pedicure… Wszystkie bez problemów zniosły zabiegi upiększające ich przeszczepki, wszystkie poza Tosią, oczywiście…. Poszła na pierwszy ogień, przód-proszę bardzo, bez problemu, ale tyłu to nie ruszaj, bo „wszyscy zgniemy omatkoboskooooo mordują!!!” :P Ponieważ nie mogła zwiać i wierzgać, bo była krótko uwiązana, to postanowiła się położyć….. no i bądź tu mądry i tnij, chyba po palcach! ;) dałam w końcu za wygraną, bo się cała tylko spociłam jak świnia, a racicy utrzymać w łapie nie dałam rady… zrobię jeszcze jedno podejście następnym razem, nie popuszczę babie, nie będzie z takimi „scyzorykami” chodzić, o!

Cała reszta natomiast- zero problemu, nawet Cyna, której najbardziej się obawiałam, bo jest dzikiem (choć coraz mniejszym ostatnimi czasy). Więc tu nie chodzi ani o technikę, ani o podejście, tylko Tośka to diablo i już! Ale i na nią znajdę patent!

Bez kwitnie, pierwsze gałązki pachną już na biurku, w starym emaliowanym dzbanku :) Mańkowi też się podoba!

P1130634 P1130638

 

Z rana „popełniłam” też pokrowiec na….dowód rejestracyjny Padaczki :D wczoraj po pracy załapałam się na koncert bluesowy w ogródku letnim restauracji Rozmarino – zagrała suwalska kapela Dreszcz Blues Band- super chłopaki grały!!!! Szkoda, że zdążyłam tylko na końcówkę… ale mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę miała okazję posłuchać!  Niebawem, tuż, tuż Suwałki Blues Festiwal, więc na pewno będzie okazja do zabawy i „pocieszenia” ucha :) a wcześniej- 24 maja koncert bluesowy w SOKu, jak mi się poskłada z grafikiem, to na pewno pójdę!  No tak, ale chciałam o pokrowcu! ;)

Wczoraj, wracając w nocy do domu miałam kontrolę :P policja zaczaiła się na drodze na Płociczno, pognali za mną :P „dobrywieczór, dokumenty”, ale na „blabla” coś nie mieli ochoty ;)
Jechałam powolutku, bo nie cierpię pruć po wiejskich drogach, niestety należę do mniejszości- nie tak dawno, Rudi przypłacił życiem, pęd jakiegoś idioty! Niektórzy w ogóle nie myślą i nie mają wyobraźni, o empatii nie mówiąc-nawet się nie zatrzymał, gdzie tam! Przecież przejechał tylko kota! :/
Szkoda, że panowie policjanci nie zaczają się na piratów drogowych w ciągu dnia! Chętnie bym ich ugościła, nawet kawę/herbatę zrobiła, niechby sobie postali na moim podjeździe i połapali idiotów-gwarantuję, że by się opłaciło…
Teraz, przy kolejnej kontroli, wyjmę dowód rejestracyjny Padaczki z takiego oto pokrowca… :P
może od razu każą mi dmuchać w alkomat? ;)
P1130622

P1130621

Planuję dodać jeszcze…kokardę w tym samym kolorze co pasek, no i zatrzask, żeby się zamykało ;)

 

no i…….. :( myślałam, że to jest NIEZNISZCZALNE!!!!!! a jednak ;( dobrze, że spadło, jak myłam ręce, anie gdzieś na dworze, by bym nie zauważyła nawet :(
P1130626

P.S.
glina jeszcze nie zaschła, ale narazie nie pęka jakoś straszliwie, kilka rys jest, ale w porównaniu ze ścianą, to tyle co nic, no ale jeszcze wszystko może się zdarzyć. Czekamy!

 

 

WP_20140421_006

to ja

Kilka słów o mnie, bo wypadałoby się przedstawić- przynajmniej tak myślę ;)

WP_20140421_006

Od razu się usprawiedliwię- za cholerę nie potrafię jeszcze się odnaleźć na tym blogu, jeśli chodzi o sprawy techniczne, więc bądźcie wyrozumiali… W końcu jestem tylko zootechnikiem pracującym w… dużej sieciówce odzieżowej, więc mam prawo nie znać się na takich cudach, jak blogi i inne takie :P

Na co dzień kombinuję, jakby tu ruszyć z kopyta z moimi wsiowymi planami, bo planów mam dużo, ale jeszcze brakuje możliwości.  Poza pracą tu, u siebie (jako lokaj/sprzątaczka/pielęgniarka/karmicielka moich darmozjadów), zasuwam w centrum handlowym, z którym mam nadzieję niedługo się pożegnać i stanąć w końcu na własne nogi!

Powiem Wam jedno-szczególnie mówię to do Pań… ;)                                                        Jeśli kiedykolwiek „zapomni” się Wam zabrać z przymierzalni (a jeszcze lepiej-z podłogi tejże przymierzalni), zwiniętej w kłębek lub też swobodnie rozrzuconej garderoby…. TO wiedźcie, że w takiej chwili… gdzieś na świecie umiera mały kotek!!!!!                                      Wybaczcie, ale po prostu brak mi słów, na to, jak mało empatii i kultury mają ludzie dla siebie na wzajem, tak na co dzień. Jak bardzo nie szanuje się czyjejś pracy… 

Ekhm… dobrze, już spokój ;)

To, że moje zainteresowania to przede wszystkim wieś i zwierzęta, to już wiadomo, ale na tym nie koniec :)

Próbuję sił w rękodziele, raczej się w nie bawię, choć mam nadzieję, że może kiedyś coś się z tego wykluje. Na początku było malowanie niezobowiązujących obrazków, decoupage, a ostatnio wzięłam się za szycie z filcu.

P1120924P1130352sylwiP1130363

Ciągle krążę wokół tematu renowacja mebli i nadawanie im drugiego życia, choć jeszcze nie mogę się pochwalić jakimś W PEŁNI ukończonym meblem… (narazie nazbierałam trochę rupieci i… nazbierałam :P czekają cierpliwie na mój „zryw” w garażu)

WP_001572 WP_001573 WP_002015

 

Najbardziej stawiam na serki, dlatego tak chucham i dmucham na moje krowio kozie towarzystwo :) pierwsze „koty za płoty” już za mną, ale na ciągłą produkcję muszę poczekać na swoje własne mleko, narazie zadowalam się… drażnieniem podniebień znajomych :P serki znikają w mgnieniu oka,  więc chyba nie są najgorsze ;)

 P1080803