P1130679

Alzh! Oddaj mi skarpety!!

Macie gdzieś – w najbliższym, a może dalszym otoczeniu, kogoś, kto…

…chowa Wam skarpetki(bardzo skutecznie chowa!)?

Na każde „… widziałaś może moją koszulkę/torebkę/puszkę/kubek(czy te nieszczęsne skarpety)?” odpowiada „PRZECIEŻ NIE ZJADŁAM!!!!”

Każdego nieostrożnego gościa, (który stara się być uprzejmy i nie ma w sobie tyle stanowczości, żeby zakończyć w odpowiednim momencie) raczy opowieściami o „pięknym mieszkaniu/obrazach czy czymkolwiek, które musiała opuścić, bo „oni” ją zabrali tu…”

Kogoś, kto uważa, że wyjdzie z domu, pójdzie „tam” i już będzie w pociągu do Nysy(która jest od Suwałk „BARDZO BLISKO! przecież nie raz tam byłam!”)?

Kto każdy mijany dom „kiedyś, jak byłam młoda, to cały ten dom sprzątałam!” :) choć swą młodość spędziła na drugim końcu Polski?

Albo karmi po kryjomu Wasze zwierzę, obojętnie czy to chomik, czy jak w moim przypadku pies-do oporu(a należy w tym miejscu zaznaczyć, że pies ten oporów żadnych jeszcze w sobie nie odnalazł…)

Albo kogoś, kto 5 minut po usłyszeniu, że w tym miejscu posiane są kwiatki, których nie można ruszać, bierze łopatkę i wywala całą rabatkę do góry nogami? :P
Znacie taką osobę??

 

A ja znam! I nawet z nią mieszkam! ;)

Moja babcia jest chora na Alzheimera, dlatego własnie mieszka z nami. Zaczęło się niewinnie, od zapominania i powtarzania się. Babcia mieszkała sama, w swoim mieszkaniu, więc trochę czasu zajęło, zanim się zorientowaliśmy, co jest grane. Najmocniej podziałała na nas karteczka od lekarza rodzinnego „proszę przyjść z opiekunem”, okazało się, że babcia co dziennie „nawiedzała” przychodnię, co dziennie z czymś innym, lekarz nie mógł się z nią nijak dogadać, więc w końcu ta karteczka… Później się okazało, że mieszkanie trochę zadłużone, bo rachunki nie popłacone, jakiś kredycik wzięty-bo emerytom przecież daje się kredyty bez mrugnięcia okiem. No i tak oto babcia jest z nami, na wsi.

Z perspektywy czasu myślę, że to była najlepsza decyzja, ciężko mi sobie wyobrazić, jak upilnować osobę, która się już zaczyna gubić w świecie- w mieście. Na pewno jest mnóstwo rodzin, które się opiekują bliskimi z tą chorobą i wierzę, ze musi być im bardzo ciężko. Chorym też jest oczywiście ciężko, straszne to, jak bliską osobę pochłaniają jakieś cienie i bajki. Straszne jest tempo zmian, jakie można zaobserwować, będąc z chorym na co dzień. Jeszcze rok temu babcia była w stanie sama sobie jakąś robotę wymyślić, dzisiaj, jak się jej nie da „zadania”, to nie zrobi nic. Będzie siedzieć w pokoju- i to niekoniecznie z tv. Całe życie bardzo dużo i ciężko fizycznie pracowała, jej działka (ogródek działkowy) wyglądała pięknie, wszystko było zadbane, zrobione, rosło jak szalone! Obiady-babcine pierogi to była poezja! Jej rodzinna specjalność. Nikt takiego ciasta na pierogi i takiego domowego makaronu jak ona-nie robił! Teraz babcia… potrafi obrać ziemniaki, jak się ją o to poprosi.

Nie mam żadnego wpływu na to, co się dzieje, czasami brakuje cierpliwości, czasami zapomina się o tym, że to choroba, a nie złośliwość np. (choć z babci charakterkiem, to czasem mam mini wątpliwości ;) ), ale skoro nie mogę tego zmienić, to próbuję to wziąć na wesoło. Może nie każdemu się to spodoba i każdemu daję do tego prawo, ale uważam, że to najlepszy sposób, żeby żyć z chorym i nie zwariować samemu. Muszę zaznaczyć, że babci stan jeszcze nie jest taki zły-poznaje nas, mniej więcej wie kto jest kto, jeśli się o kimś mówi, więc naprawdę nie jest tak źle, wiem, że niektórzy są w dużo gorszym stanie.

P1130679

Chciałabym, żeby były takie niezapominajki, które wypełniałyby wszystkie luki w pamięci. Babcia byłaby nadal kobietą z werwą, która w miejscu nie może usiedzieć spokojnie :) nasz ogród wyglądałby jak piękna, kwietna dżungla, 11 letnia Tekila byłaby w takiej świetnej formie, w jakiej tu z nami 2 lata temu przyjechała (niedawno schowałam puszkę z psią karmą do siebie do pokoju i widzę już, że dokarmianie-przynajmniej psimi chrupami- się narazie skończyło, więc mam nadzieję, że wróci do nas, nasza normalna, zdrowa psia emerytka :) ),

P1130670

a ja… znalazłabym wszystkie moje skarpetki…(przez ostatni rok nakupiłam niezliczone ilości 5 i 7-pack’ów u siebie w pracy… aktualnie mam może 4 pary skarpet :P a na każdą parę „poluję”, żeby zdążyć wyjąć ją z pralki przed babcią, bo inaczej MOŻE będę miała szansę znaleźć 1, w porywach do 2 par w czeluściach babcinych szuflad… ;) )